Fińskie inspiracje

Tekst był publikowany w specjalistycznym czasopiśmie Głos Pedagogiczny
(luty/ marzec 2020)

Spróbujcie tego w domu 🙂

Książka „Fińskie dzieci uczą się najlepiej” wpadła w moje ręce przez przypadek. Zachwyciła mnie z wielu powodów. Tym najważniejszym natomiast było to, że sama miałam okazję do sprawdzenia fińskiego podejścia w skali mikro, więc czytałam książkę z uśmiechem  powtarzając w myślach raz po raz „oczywiście, że tak, dokładnie tak to działa”. Cieszyłam się, że to, co sama wypróbowałam zostało nie tylko z powodzeniem wprowadzone w skali makro, ale także, że udało się zbadać efekty działań. Ogromną radość sprawiło mi czytanie o wynikach, które dobitnie dowodziły wartości opisanych praktyk w odniesieniu do populacji dzieci w całym kraju, a nie tylko w jednej rodzinie.

Autor książki, Timotny Walker, jest amerykańskim nauczycielem, który przeniósłszy się na stałe do Finlandii miał okazję porównać – i odczuć na własnej skórze – różnice w podejściu do edukacji w obu krajach. Ponieważ USA ma, jak się wydaje, system w jakiś sposób zbliżony do polskiego (jeśli chodzi o ogólną atmosferę, narzędzia motywowania dzieci i poziom stresu zarówno dla nauczycieli oraz uczniów) książka jest dla polskiego czytelnika o tyle przystępna, że amerykańskie doświadczenia autora w większości będą nam bliskie/ łatwe do wyobrażenia, a różnice równie uderzające.

WYNIKI BADAŃ

Uwagę ku fińskiemu systemowi edukacyjnemu przyciąga nie tylko jego wyraźna odmienność od systemu amerykańskiego czy innych, opartych o rywalizację i żelazną dyscyplinę. Przeprowadzone po raz pierwszy w 2000 roku przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju badania PISA, dotyczące umiejętności osiąganych przez 15-letnich uczniów, wykazało że Finowie, „mimo niewielkich nakładów finansowych na szkolnictwo” oraz przy znacznie łagodniejszym podejściu do nauki – osiągnęli najlepsze wyniki w rankingu spośród 32 krajów, które w tym pierwszym badaniu wzięły udział. Kolejne badania w 2003 i 2006 roku – jak cytuje autor za Paulem Shalbergiem („Finnish lessons 2.0”) „polepszyły i utrwaliły sytuację Finlandii”; natomiast w kolejnych edycjach w 2009, 2012 i 2015 roku – mimo niewielkiego spadku Finlandia konsekwentnie utrzymywała się w czołówce. Co więcej – jak pisze Tim Walker (Finlandia) „osiąga wysokie wyniki nauczania bez względu na status społeczno-ekonomiczny uczniów”.

JAK ONI TO ROBIĄ?

Gdy przyjrzymy się temu co Finowie robią inaczej można by powiedzieć – wszystko. No – prawie wszystko, bo system zasadniczo wygląda podobnie. Jak pisze autor – główną formą prowadzenia lekcji jest wciąż wykład, a nauczyciele chętnie korzystają z podręczników, które są w ich ocenie bardzo pomocne i bardzo ułatwiają im pracę (m.in. z tego powodu, że ilość tematów w podręczniku odpowiada ilości zajęć lekcyjnych zaplanowanych na semestr czy rok szkolny). W fińskim systemie nauczyciele robią sprawdziany z wiedzy, a za naukę wystawiane są oceny (od 4 do 10); choć od 2016 roku w szkołach podstawowych zostały wprowadzone oceny opisowe na koniec semestru. Nauczyciele trzymają się więc dość sztywnych ram, realizują zaplanowany materiał i w relacji z uczniami pozostają nauczycielami (z tym, że w tym kraju oznacza to bycie kimś w rodzaju przewodnika, a nie nadzorcy czy sędziego).
Tyle o podobieństwach.

Aby nieco uporządkować najbardziej istotne różnice podzieliłam je na te (wg mnie) kluczowe – dotyczące podejścia do drugiego człowieka i te wspomagające – o charakterze bardziej technicznym. Z konieczności omówię je jedynie pobieżnie, a po wnikliwą analizę autora, który opiera się nie tylko na własnych obserwacjach, ale także powołuje się na doświadczenia kolegów, źródła zewnętrzne, eksperymenty i badania naukowe – odsyłam do książki.

Czynniki kluczowe to przede wszystkim elementy stosunku systemu edukacji do człowieka:

  1. dbałość o jego szczęście i radość
  2. zaufanie do ucznia (i do nauczyciela), co sprzyja rozwojowi samodzielności dzieci
  3. troska o spokój i poczucie bezpieczeństwa
  4. troska o równowagę między pracą, a odpoczynkiem i zabawą, umiar w obciążaniu pracą
  5. wspieranie i docenianie oraz konstruktywna krytyka
  6. dbałość o poczucie sensu i celowości nauki oraz rozwijanie refleksyjności
  7. dobry kontakt nauczyciela z uczniami oraz dobry kontakt dzieci między sobą (sprawny system przeciwdziałania przemocy)
  8. satysfakcja z pracy i system wsparcia dla nauczycieli

Czynniki dodatkowe obejmują natomiast:

  • dbałość o zapewnienie dzieciom ruchu i kontakty z naturą
  • zwiększanie ilości lekcji muzyki w programie nauczania
  • elastyczność w podejściu do ucznia (np. lekcje na stojąco)
  • puste ściany sal lekcyjnych
  • dodatkowe zajęcia (takie jak np. mindfulness, czyli ćwiczenie koncentracji uwagi na bodźcach wewnętrznych i zewnętrznych)

SZCZĘŚCIE

Jest uderzające, że Timothy Walker jako pierwszy czynnik sprzyjający dobremu uczeniu się, wymienia szczęście i radość uczniów. Fińska szkoła jest miejscem w którym dzieci mają się przede wszystkim dobrze czuć. Takie rozumowanie jest genialne w swojej prostocie, albowiem wykorzystuje oczywistą zależność przyczynowo-skutkową – dobre samopoczucie przyczynia się do lepszych efektów naszej pracy i większej do niej motywacji, do większej ilości sił witalnych. Człowiek zgnębiony, zawstydzony, smutny – podobnie jak człowiek zmęczony – zwyczajnie pozbawiony jest napędu. Człowiek szczęśliwy tryska energią, a jego działanie ukierunkowane jest na poznanie i rozwój, ponieważ ważne potrzeby są zaspokojone. Przede wszystkim potrzeby podstawowe: potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba bycia nakarmionym i wyspanym. A w następnej kolejności potrzeby społeczne: potrzeba akceptacji, szacunku, przynależności, uznania. Skąd permanentnie niewyspane i przestraszone dzieci mają brać chęci i siły do nauki – doprawdy nie wiadomo. I Finowie najwyraźniej pojmują jak decydujące znaczenie dla nauki ma dobre samopoczucie. Nie tylko pojmują, ale respektują prawa biologii i psychologii oraz – wykorzystują w działaniu.

ZAUFANIE, A SAMODYSCYPLINA I WEWNĘTRZNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Fiński system oparty jest o zaufanie do ucznia. A także o zaufanie do nauczyciela. Uczniowie uczeni są kontrolować samych siebie i zachęcani do dokonywania samooceny własnych prac, a oceny końcowe wystawiane są w efekcie krótkiej, pełnej szacunku rozmowy z nauczycielem, która jest okazją do refleksji na temat wyników . Nauczyciele nie są kontrolowani odgórnie, gdyż zakłada się, że są osobami rzetelnymi, dobrze przygotowanymi specjalistami. Po prostu. Dzięki temu nie marnują czasu i energii na ciągłe udowadnianie, że robią co do nich należy. Dzięki temu zapewne są są spokojniejsi i szczęśliwsi, a to z kolei powoduje, że są lepszymi nauczycielami (patrz poprzedni akapit pierwszy). Efektem zaufania jest rozwój odpowiedzialności i samodyscypliny – zarówno w przypadku jednych, jak i drugich. Nie odwrotnie.

Odpowiedzialność i samodyscyplina nie pojawia się dzięki surowej kontroli – nadmierna kontrola uniemożliwia rozwój tych umiejętności, bo zdejmuje potrzebę kontrolowania się z osoby kontrolowanej. Jeśli jest zapewniana z zewnątrz – wewnętrzne zasoby nie są uruchamiane czy rozwijane. Po prostu staje się to bezsensowne, bo niepotrzebne. Jeśli do tego ma charakter opresyjny – rodzi opór i prowokuje do stosowania uników i skupienia na niej samej, zamiast na pracy i szukaniu najlepszych możliwych rozwiązań. Jednym słowem nadmiarowa kontrola zewnętrzna niszczy poczucie odpowiedzialności i samodyscyplinę tak samo skutecznie jak skutecznie „kara zabija sumienie” (ukarany człowiek skupia się na swojej krzywdzie, nie na cudzej; ponieważ to jego boli i to własne cierpienie przyciąga jego uwagę; raczej więc nie pobudza do refleksji i nie stymuluje współodczuwania wobec osoby skrzywdzonej, a często budzi złość; daje więc efekt dokładnie odwrotny do pożądanego). Wobec nadmiarowej kontroli z zewnątrz człowiek, który już w wieku dwóch lat zaczyna zaznaczać swoją odrębność i budować zręby autonomii – musi się raczej bronić przed odebraniem mu wolności niż mobilizować do realizowania ważnych działań. Nie ma tym samym szansy trenować tak ważnych umiejętności życiowych jakimi jest wewnętrzna dyscyplina. Co gorsza – dzieci, którym nie ufano stają się dorosłymi, którzy nie ufają sobie, ani innym. Słabymi, niepewnymi siebie; nadmiernie kontrolującymi. I odwrotnie – dzieci obdarzane zaufaniem stają się śmiałe, zaradne, zdyscyplinowane. Choć na pewno zdarzają się im błędy, niedociągnięcia i upadki, bo inaczej być nie może – mają natomiast szansę uczyć się na nich i doskonalić.

Finowie najwyraźniej doszli do wniosku, że dzieci są dość mądre, aby przy uważnej obecności i wskazówkach dorosłych – dobrze i odpowiedzialnie sobie radzić. Że im samym zależy na wynikach ich pracy, na zdobywaniu wiedzy i umiejętności, bo przecież jest to coś, co je ubogaca, rozwija – a to samo w sobie jest niezwykle przyjemne i satysfakcjonujące. Najwyraźniej Finowie doszli też do wnioski, że dzieci są dość ostrożne, aby pod troskliwym nadzorem dorosłych (a niekiedy i bez niego) właściwie obchodzić się z potencjalnie niebezpiecznymi narzędziami i dość mądre, aby samodzielnie robić rzeczy, które robiły dzieci w poprzednich generacjach. I najwyraźniej okazało się, że mieli rację.

SPOKÓJ I POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA

Fińskie szkoły nie ustają w wysiłkach, aby panował w nich jak największy spokój. W parze ze spokojem zewnętrznym dba się o spokój wewnętrzny. Dyrektorzy i nauczyciele starają się, aby szkoły były miejscami przyjaznymi, dającymi poczucie bezpieczeństwa. Robią to, bo wiedzą, że spokój sprzyja efektywnej nauce i odwrotnie – silny stres jej przeszkadza. Nadmierny stres bowiem utrudnia – a czasem nawet uniemożliwia – koncentrację oraz uszkadza ośrodki odpowiedzialne za pamięć w mózgu. Finowie skupiają się więc na tym, aby w samej szkole panował spokój i przyjazna, życzliwa atmosfera, czyli tworzą potencjalnie najlepsze możliwe warunki do nauki. A dzieci mogą z nich korzystać. Nie obciążają też dzieci nadmiarem prac domowych, a te zadawane są proste – takie, by dzieci mogły je wykonać bez pomocy rodziców (co wspiera rozwój samodzielności i sprzyja temu, by życie domowe skupiało się na różnorodnym i przejemnym spędzaniu czasu razem, a nie tylko na wspólnym odrabianiu lekcji). Najwyraźniej Finowie wiedzą jak ważny jest odpoczynek, zabawa i pielęgnowanie więzi z innymi – bowiem człowiek, jako istota społeczna potrzebuje tych więzi tak samo jak powietrza i pożywienia. Dorosły człowiek nie umrze bez nich (ale niemowlę już tak!), a dzieci pozbawione dobrych więzi nie rozwijają się prawidłowo i chorują. Dorośli zresztą także. W Finlandii tworzy się warunki do dbałości o wszystkie ważne sfery funkcjonowania człowieka i warunki do rozwoju kompetencji nie tylko matematyczno-przyrodniczych, ale także społeczno-emocjonalnych (o których już teraz mówi się, że są to „kompetencje przyszłości”). Dzięki temu dba się o równowagę w życiu i uczy się dzieci, by dbały o to w przyszłości. Co istotne – ta dbałość dotyczy nie tylko uczniów, ale i nauczycieli, którzy również pielęgnują wartości rodzinne, hobby i cenią sobie czas wolny, a pracę traktują jako część, a nie jedyny sens i cel życia.

„NIE JESTEŚ LEPSZY”. WSPÓŁPRACA ZAMIAST RYWALIZACJI

Z treści książki wynika, że fińska szkoła stawia na wszechstronne wspieranie ucznia – co oznacza także stawianie przed nim wyzwań i udzielanie mu wskazówek oraz pomoc w znajdowaniu rozwiązań i doskonaleniu się. Docenia też osiągnięcia uczniów, ale nie skupia się na nagrodach i zaszczytach. Podobnie nie stosuje bolesnych konsekwencji czy druzgocącej krytyki. Być może Finowie dostrzegli, że upokarzająca, publiczna krytyka bardziej zniechęca i paraliżuje aniżeli motywuje do działania? Jako ważnego narzędzia używają natomiast konstruktywnej krytyki, opartej o udzielanie wskazówek i informacji pomocnych w uzyskaniu lepszych efektów pracy. Sprawdza \się to prawdopodobnie z tego powodu, że pozwala na wyciągnięcie wniosków bez uszczerbku dla samooceny – skupienie jest na pracy, nie na osobie, która nie musi nikomu niczego udowadniać. Jednocześnie fińskie dzieci słyszą, że „nie są lepsze od innych”. Ale nikt też nie daje im do zrozumienia, że są gorsze. Nie muszą więc ze sobą rywalizować, nie muszą się bać i nie muszą być uspokajane nieustającymi pochwałami, gdy ich podeptane wielokrotnie poczucie własnej wartości nie jest w stanie znieść najmniejszej porażki. Dzieci w takim systemie po prostu czują, że są ok, mogą więc skupić się na nauce – spokojnie i bez lęku. Co najwyraźniej sprzyja wydajności bardziej niż wszechobecna i promowana w szkołach polskich czy amerykańskich – rywalizacja. Która nie dość, że generuje olbrzymi stres to negatywnie rzutuje na wzajemne relacje rówieśnicze, w których kolega zamiast kolegą staje się zagrożeniem dla poczucia wartości, a może nawet zawodowej przyszłości.

SZKOŁA, A PRAWDZIWE ŻYCIE

W Finlandii stawia się na połączenie nauki z życiem i wprowadzanie elementów codziennego życia do nauki szkolnej. Oznacza to, że dzieci zdobywają nie tylko wiedzę akademicką (a i ta wprowadzana jest w ten sposób, aby ukazać jej sens i użyteczność w „prawdziwym” życiu), ale także nabywają umiejętności potrzebne na co dzień – takie jak np. szycie, gotowanie etc. Przyjmuje się przy tym zdroworozsądkowo, że wypadki przy pracy mogą się zdarzyć, tak jak zdarzają się one w życiu – z książki Walkera wynika, że najwyraźniej w Finlandii nikt nikogo nie straszy sądem i nie są potrzebne zgody rodziców na każdą, potencjalnie niebezpieczną czynność. Finowie ufają nauczycielom, że zadbają o bezpieczeństwo dzieci najlepiej jak to możliwe (nie poprzez ograniczanie pewnych działań, ale właśnie dzięki umożliwianiu i ćwiczeniu ich), a nauczyciele ufają dzieciom, że są dość mądre i uważne, by nie zrobiły sobie większej krzywdy. Dzieci zaś odwdzięczają się ucząc się ostrożności w trenowaniu różnorakich umiejętności i tym samym rozwijają samodzielność, co zapewne daje im ogromną satysfakcję. Finowie najwyraźniej przytomnie akceptują pewne urazy, które siłą rzeczy mogą przydarzyć się w trakcie nauki, podobnie jak akceptują upadki związane z tym, że dzieci biegają, mając zapewne na uwadze, że ograniczenie ruchu przynosi większe szkody niż potłuczone kolana.

Co więcej – Finowie realizują programy, w ramach których już trzynastolatki wprowadzane są realia dorosłego życia związanego z pracą zawodową. Nie tylko otrzymują one porcję wiedzy nt przedsiębiorczości, ale też umożliwia się im przymierzenie się do przyszłych wyzwań poprzez odbycie rozmów kwalifikacyjnych na wybrane przez siebie stanowiska. Zadanie to budzi ekscytację i zaangażowanie dzieci (których raczej nie budzi powtarzane jak mantra: „nie znajdziesz pracy”, albo – w wersji rozszerzonej: „jak tak dalej pójdzie to nie zdasz matury i nie dostaniesz się na studia. I nie znajdziesz żadnej pracy”). Najwyraźniej Finowie odkryli, że danie dzieciom poczucia, „że mogą” jest bardziej motywujące, niż udowadnianie im, że nie mogą. Gdy dodatkowo wsparte to jest pokazywaniem jak osiągnąć konkretny cel – cóż może być bardziej zachęcającego do wytężonego wysiłku?

DOBRY KONTAKT Z INNYMI LUDŹMI

Jak nietrudno sobie wyobrazić – w Finlandii stawia się na dobry kontakt. Finowie przypuszczalnie wiedzą, że zależymy od siebie nawzajem i musimy nauczyć się polegać na sobie i się wspierać, aby dobrze funkcjonować; że potrzeby społeczne to zaraz po potrzebach związanych z bezpieczeństwem i przetrwaniem – najważniejsze potrzeby człowieka, który jest stworzeniem stadnym. Nawet jeśli jeden bardziej, a drugi mniej to każdy w jakimś stopniu. Dzisiejsze czasy tworzą ułudę, że każdy może sam i nie potrzebuje do tego innych. Nie tylko może, ale i powinien. A to przecież nieprawda, bo żyjemy w systemie naczyń połączonych i gdyby niektórych naczyń zabrakło – system by się załamał. Szczególnie tych najbardziej podstawowych. Wydaje się nam, że możemy radzić sobie sami, bo większość rzeczywistości „obsługują” inni. Ponieważ nie mamy z nimi często bezpośredniego kontaktu – zdaje się, jakby ich nie było. Ale przecież są. Ludzie, którzy produkują i dowożą jedzenie, wywożą śmieci, leczą nas i uczą nas. W dobie indywidualizmu uczymy się ich nie zauważać. I nie doceniać, a nawet nie szanować. A przecież drugi człowiek jest dla człowieka, dla jego przetrwania i dobrostanu – najważniejszy.

Z książki Walkera jasno wynika, że w Finlandii dba się o kontakt – przede wszystkim o jakość tego kontaktu, ale także o wystarczającą jego ilość. Nauczyciele przeznaczają czas na osobiste poznanie swoich uczniów, każdego z osobna, bo wiedzą, że to procentuje. Dbają też, aby po lekcjach dzieci miały dość czasu na kontakt ze swoimi bliskimi – rodzinami i przyjaciółmi. Sami nauczyciele dbają o to, aby mieć czas dla swoich mężów/ żon i dzieci i traktują to jak oczywistość oraz troskę o ważne wartości życiowe. Chyba wiedzą, że człowiek z najlepszym nawet dyplomem, ale bez satysfakcjonujących relacji nie może funkcjonować dobrze i że żaden dyplom sam w sobie nie zagwarantuje mu szczęśliwego życia.

DBAJ O SIEBIE I ŚCIGAJ SIĘ Z SOBĄ SAMYM

Jak już wspomniałam nauczyciele dbają o dzieci, ale dbają też – bez wstydu i wyrzutów sumienia – o samych siebie. O swój komfort pracy i o wypoczynek. Stawiają na współpracę oraz korzystanie z wiedzy, doświadczenia i pomocy innych; nie oczekują, że każdy z nich będzie wszechwiedzący i kompetentny we wszystkich możliwych obszarach. Inspirują się nawzajem – i tak jak nie zachęcają dzieci do wyścigu, tak sami nie ścigają się ze sobą. Najwyraźniej kierują się maksymą Mahatmy Gandhiego: „Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego.” Dbają o swój komfort pracy, satysfakcję z niej i swoje dobre samopoczucie, bo wiedzą, że wpływa ono na wydajność i jakość pracy bardziej, niż poganianie się nawzajem, niż straszenie, niż mnożenie konsekwencji.

ROZWÓJ REFLEKSYJNOŚCI, A PRZECIWDZIAŁANIE PRZEMOCY

Istotnym elementem dbałości o dobre kontakty międzyludzkie jest też w fińskiej szkole sprawnie działający system reagowania na przemoc rówieśniczą. Który nie sprowadza się do wskazywania winnych przez dorosłych i nakazu „przeproś”. System ten opiera się o zgłaszanie nauczycielom przez uczniów sytuacji zagrażających, a następnie wspólne omawianie problemu przy wsparciu nauczyciela oraz przeszkolonych w tym celu uczniów starszych klas, celem znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania. Po dwóch tygodniach następuje spotkanie kontrolne, na którym sprawdza się skuteczność zaproponowanego pomysłu. Sprzyja to nie tylko rozwojowi odpowiedzialności uczniów, ale także trenowaniu umiejętności rozwiązywania problemów w relacjach międzyludzkich. Oraz rozwojowi refleksyjności i namysłu przed podejmowaniem działań.

Wszystkie te umiejętności wydają się szczególnie istotne w dobie, gdy rozwody w naszym kraju stały się codziennością, a ich przebieg często jest niezwykle gwałtowny. Niezbicie dowodzi to tego, że umiejętności komunikowania się ze sobą i umiejętności rozwiązywania problemów nie tylko jest nam brak, ale także, że ponosimy bolesne konsekwencje tego braku – emocjonalne i finansowe, indywidualne i społeczne. A przecież – jak widać – możemy rozwijać te kompetencje różnorako; między innymi przy okazji konfliktów rówieśniczych, które są wpisane w życie i których należy się spodziewać i uczyć, jak skutecznie i konstruktywnie  sobie z nimi radzić.

Fińskie dzieci mają więcej okazji do ćwiczenia refleksyjności – przy okazji prac pisemnych z różnych przedmiotów zachęcani są do prezentowania swoich poglądów na kontrowersyjne, ważne społecznie tematy takie jak: polityka, wojny, przemoc, seks i wiele innych. To oczywiście skłania do namysłu nad światem znacznie bardziej niż analiza tego „co autor miał na myśli”, bądź ograniczanie się do odtwarzania zapamiętanej wiedzy. Rozszerza horyzonty, angażuje w życie społeczne, ćwiczy umiejętność dyskutowania, argumentowania. Nade wszystko jednak zachęca do myślenia, a to zdaje się kluczowa umiejętność, która powinna być ćwiczona właśnie w szkole.

CO JESZCZE ROBIĄ FINOWIE? A CZEGO NIE ROBIĄ?

Wprowadzają zajęcia sprzyjające rozwojowi pracy mózgu, koncentracji i większemu spokojowi wewnętrznemu i opanowaniu takie jak np. większa ilość lekcji muzyki czy mindfulness. Dbają o kontakt dzieci z przyrodą wypuszczając uczniów na zewnątrz bądź wprowadzając naturę do klas szkolnych oraz wprowadzając do nich ruch, jeśli zachodzi taka potrzeba (np. proponując króciutką gimnastykę, gdy uczniowie wiercą się i tracą uwagę, zamiast wymagać od nich spokojnego siedzenia, gdy ich organizmy dają znać o zmęczeniu i potrzebie przerwy). Korzystają z technologii informacyjnych, ale z umiarem. Nie zapełniają ścian klas szkolnych nadmiarem prac – raz, że nie starają się niczego nikomu udowadniać, więc takie demonstracje są po prostu dla nich niepotrzebne, a dwa, że zauważyli negatywny wpływ sal klasowych na koncentrację, zwłaszcza w przypadku młodszych uczniów. Dbają więc o minimalną ilość „rozpraszaczy” – tak jak my to robimy w przypadku dzieci z trudnościami ze skupieniem uwagi. Oni stosują to jako zasadę, która obejmuje wszystkie dzieci – ponieważ wszystkim ona służy, a niektórym jest niezbędna. Fińscy nauczyciele są nad wyraz elastyczni i twórczy w swoim podejściu do uczniów. Wygląda to tak, jakby kierowali się zasadą (skądinąd oczywistą, wydawałoby się) – że jeśli system, który tworzą, ma służyć człowiekowi, to musi on uwzględniać potrzeby tegoż człowieka. Innymi słowy nie ustają w wysiłkach, by to system dopasować do potrzeb ludzi, a nie ludzi do potrzeb systemu. Proste, a genialne.

RÓWNE SZANSE

Efektem moim zdaniem najbardziej uderzającym i wskazującym na olbrzymią wartość tego podejścia jest, zgodnie z tym, co przytacza autor, brak wyraźnej różnicy w osiągnięciach szkolnych u dzieci z różnych środowisk rodzinnych. Oznacza to, że przyjazne środowisko szkolne ma na tyle znaczący wpływ, że jest w stanie skorygować negatywne wpływy środowiska domowego. A to oznacza, że jest to system, którego wpływ na zdrowie i funkcjonowanie całego społeczeństwa może być nieoceniony, bo umożliwia dzieciom potencjalnie zagrożonym różnego rodzaju trudnościami – nie tylko szkolnymi, ale także zaburzeniami psychicznymi, a nawet niedostosowaniem społecznym – wychodzić na prostą. Daje im wszystkim szansę, umożliwia dobry start w dorosłe życie, zmniejszając konsekwencje ewentualnych obciążeń rodzinnych. Jest on de facto elementem profilaktyki zdrowia psychicznego społeczeństwa. To wystarczający argument, aby go stosować.

PROFILAKTYKA ZDROWIA PSYCHICZNEGO I

Oczywiście skutkiem pierwszoplanowym jest to, że fiński system edukacji w swobodny sposób umożliwia dzieciom uzyskiwanie świetnych osiągnięć w nauce – coś, co z definicji przyświeca każdemu systemowi; w różnych krajach natomiast ten sam cel realizowany jest na różne sposoby. I z różnymi efektami (nie tylko tymi pożądanymi ale i tymi ubocznymi).

Nie do pominięcia jest jednak fakt, że fińskie rozwiązania wydają się odpowiedzią nie tylko na nasze oczekiwania edukacyjne, ale także na potrzeby naszego społeczeństwa związane ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży (z materiałów szkoleniowych dotyczącej depresji nastolatków, przygotowanych przez Fundację Edukacji Społecznej, wynika że szacuje się iż ok 10-15% dzieci i młodzieży cierpi z powodu zaburzeń depresyjnych, a niewykluczone jest, że na zaburzenia depresyjne dotyczą co trzeciego nastolatka; z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę cytowanych przez focus.pl wynika natomiast, że pod względem samobójstw nieletnich Polska jest na drugim miejscu w Europie). Wydaje się, że fiński system, którego nadrzędnymi celami (i narzędziami edukacyjnymi!) są szczęście i spokój uczniów – jest czymś, z czego powinniśmy czerpać. Tym bardziej, że zbliżone podejścia to coś, do czego doszli już w historii inni uczeni (zob. np. „Moje pedagogiczne credo” John Dewey) oraz były one z powodzeniem stosowane w praktyce (zob. „Nowa Summerhill A. S. Neill).

SKUTKI – TE POŻĄDANE  I TE UBOCZNE

Jak już wspomniałam – wiem na pewno, że pomimo różnic kulturowych możemy z powodzeniem czerpać z doświadczeń ludzi północy. Tym co najbardziej nam w tym przeszkadza jest lęk – że jeśli nie wystawimy dzieci do wyścigu szczurów, one ten wyścig przegrają. To są argumenty, które słyszę od rodziców, którzy zgłaszają się do mnie z objawami depresji u dzieci, u podłoża których tkwią zazwyczaj nadmierne wymagania, brak zrozumienia, wszechobecna krytyka, niedostatek dobrego, bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, brak życia pozaszkolnego (lub ograniczenie go do życia wirtualnego) i ogromne osamotnienie. Bo koniec końców, w efekcie wyścigu szczurów „produkujemy” ludzi z dyplomami, a jednocześnie niekompetentnych społecznie i emocjonalnie, pełnych kompleksów i zaburzeń, nieasertywnych, agresywnych itd.

MÓJ WŁASNY„EKSPERYMENT NATURALNY”

Wiedząc o tym ja sama podjęłam świadomą decyzję i nie „wystawiłam” swoich dzieci. Nigdy nie powiedziałam „ucz się”, ani „idź do lekcji” – czasem za to pytałam „czy będziesz się uczyć/ odrabiać dziś lekcje?” albo „czy w czymś Ci pomóc?”. Mówiłam za to „jak Ci minął dzień?”, „chodź/ wyjdź na dwór, na spacer”, „odpocznij”, „spotkaj się z kolegami”, „zróbmy razem coś fajnego”. Nie sprawdzałam czy lekcje odrobione i czy plecak spakowany (czasem przypominałam o ważnych, zazwyczaj dodatkowych rzeczach). Nie wiedziałam kiedy są sprawdziany (wiedziały to dzieci) ani ile jeszcze stron lektury do zostało do przeczytania. Akceptowałam błędy i porażki jako oczywiste i nieuniknione i razem z dziećmi szukałam rozwiązań pojawiających się problemów czy wyzwań. Pomagałam, gdy było trzeba. Zauważałam trudności, udzielałam wskazówek i doceniałam nie tylko osiągnięcia, ale także chęci, postępy, wkład pracy, zaangażowanie. Pokazywałam jak fascynująca jest nauka o świecie. Rozmawiałam o sensie (i bezsensie) zadań szkolnych i szkolnego systemu. Zachęcałam do wytyczania celów i samooceny swoich osiągnięć. Rozmawiałam na tematy dotyczące życia i świata. Dbałam o dostatek ruchu w formie spacerów i dodatkowych zajęć, jeśli podobały się dzieciom oraz o poświęcanie czasu na aktywność związaną z twórczością. Dbałam o własne dobre samopoczucie i czas wolny.  Włączałam w codzienne życie nie tylko delegując proste obowiązki, ale zachęcając do towarzyszenia w tych bardziej skomplikowanych. Nie nagradzałam, za to zawsze doceniałam i czasem świętowaliśmy większe sukcesy. Nigdy nie karałam. Nie korzystałam z librusa z wyjątkiem sytuacji, gdy to dzieci prosiły mnie, bym do niego zajrzała. Moja córka często śmiała się, że jestem „dziwną mamą” i że „u nas wszystko jest na opak”. A sprowadzało się to do tego, że moim priorytetem było zawsze szczęście moich dzieci i tworzenie im warunków do zrównoważonego rozwoju, a nie  osiągnięcia same w sobie. A jednak…

Teraz jedno z moich dzieci już studiuje – trudny, bardzo wymagający kierunek, gdzie niezbędna jest znajomość matematyki, która nie jest i nigdy nie była jego mocną stroną. Drugie wybiera się na studia nie dość, że trudne, to w języku angielskim (a nauka języków jest obiektywnie jego słabszą stroną i wymaga od niego więcej wysiłku). Są to ich autonomiczne wybory. Większość moich interwencji, tak jak dawniej, ogranicza się do rozmów z dziećmi dotyczących ważnych decyzji lub szukania rozwiązań gdy pojawiają się problemy. Oraz do powtarzania „odpocznij” gdy ich zaangażowanie i wysiłek wkładane w naukę są moim zdaniem zbyt duże. Okres nastoletni był (i wciąż jest) okresem wytchnienia i czerpania przyjemności ze wspólnego życia i bycia. Nie obyło się rzecz jasna bez drobnych trudności, bo te są nieodłączną częścią nawet najszczęśliwszego życia – ale ogólnie rzecz biorąc, po prostu wszystkim jest dobrze. Moja przygoda z własnymi dziećmi była swojego rodzaju „eksperymentem naturalnym”, inspirowanym zrozumieniem mechanizmów decydujących o moim własnym rozwoju oraz empatycznym rozumieniem moich dzieci. „Eksperyment” uważam w całości za udany, a do tego fascynujący, niosący mnóstwo satysfakcji, a co najważniejsze – mojego i dzieci spokoju oraz niewymuszonego, radosnego rozwoju.

Okazało się, że – nie wiedząc o tym – będąc polskim rodzicem byłam jak fiński nauczyciel i tak samo jak fińscy nauczyciele mogę cieszyć się efektami podejścia skoncentrowanego na człowieku. Tym bardziej z całego serca polecam tę książkę nie tylko pedagogom, ale także rodzicom i tym bardziej zachęcam do odwagi i wytrwałości w czerpaniu z tych wszystkich, sprawdzonych już doświadczeń. Po prostu warto.

 

Napisała: Małgorzata M. Jankowska